
Marek
Marek był absolwentem VII LO im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukończył studia na Politechnice Poznańskiej - był magistrem inżynierem, ale nigdy nie pracował w swoim zawodzie.
Życie zawodowe związał z Urzędem Skarbowym, stąd czasem nazwaliśmy go żartobliwie poborcą podatkowym.
W szkole średniej z dużym powodzeniem grał w piłkę ręczną na pozycji obrotowego. Na tej pozycji przydawała się jego niezła szybkość, ale przede wszystkim także słuszna postura.
Właśnie chyba dlatego dostał znacznie później, od brydżowych kolegów ksywkę - Czołgowy. Marek miał duże poczucie humoru, więc przyjął ją bez entuzjazmu, ale ze zrozumieniem.
Sam o swojej zmianie uprawianych dyscyplin mawiał, że zamienił jedną brutalną dyscyplinę sportu - piłkę ręczną, na drugą – brydża.
Marka poznałem praktycznie jeszcze na studiach w końcu lat siedemdziesiątych. Pamiętam, że gdy my (tzn. Akademik 1) rozgrywaliśmy nasze treningi na korytarzu akademika DS. 1, on często tym rozgrywkom kibicował. Wtedy też zaczął intensywniej grać w brydża.
Brydżowo pamiętam wspólny powrót pociągiem z niedokończonych Mistrzostw Polski Juniorów w Gdańsku, które przerwał w niedzielę wjazd odbiornika telewizyjnego do sali gry i przemówienie jednego takiego Pana w ciemnych okularach. Marek grał tam z Krzysiem Golonem w reprezentacji PP, a ja ze Staszkiem Janikiem (drugą parą był Piotr Waliński z Krzysiem Czulem) w reprezentacji WLKP.
Na kilka lat przerwałem, z racji zawodowych, grę w brydża i jak wróciłem Marek uchodził już za bardzo solidnego zawodnika. Często grał z bardzo dobrymi partnerami, ale stałą parę stworzył z Jarkiem Ciastowskim.
Mimo, że rzadko grywaliśmy ze sobą, Marek nawiedzał mnie bardzo często wieczorową porą, gdy dostał dyspensę od rodziny po spełnieniu wszystkich ojcowskich obowiązków. Normalnie chciał jeszcze sobie z kimś niezobowiązująco pogadać.
Nasze drogi brydżowe znów się spotkały, gdy zaprosiłem go gry w Dąbrówce i poprosiłem, żeby pełnił funkcję kapitana drużyny, w której sam grałem. Kapitanem tej drużyny był wiele lat (dzisiaj to Bridgescanner Dąbrówka Naukabrydza.pl).
Jedną z pierwszych decyzji Marka było - od teraz w meczach grasz ze mną.
Teraz już spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Marek był bardzo solidnym graczem. Rzadko pozwalał sobie na jakieś odchyłki systemowe. To przynosiło sukcesy w meczach i grze na IMPy. Któregoś roku, rozbawiłem moją żonę, gdy przyniosłem do domu trzeci czajnik elektryczny, za dobre miejsce w parze z Markiem, w turnieju na punkty meczowe.
W turniejach na maksy już tak dobrze nie szło. Solidna gra w takich turniejach nie zawsze popłacała. Marek był po prostu zbyt „czołgowym” zawodnikiem.
Przypominam sobie tylko jeden wygrany przez nas turniej GPW w Chrzypsku Wielkim, który odbywał się roku wyborczym. Wtedy chętnych na pokazanie się jest wielu polityków. Fundatorem pucharu był ówczesny senator Stokłosa, który ubiegał się o reelekcję i przybył na wręczenie nagród z jednym okazałym pucharem. No cóż, skąd miał wiedzieć, że w brydża gra się parami?
Wszelkie brydżowe sprawy przysłoniła jednak ciężka choroba Marka. W pomoc zaangażowało się wielu kolegów. Marek znosił swoje nieszczęście z dużym spokojem. Ale o tym mogliby opowiedzieć koledzy, którzy w tym czasie byli bliżej Marka.
Gdy zaczęła się era brydża internetowego można było często spotkać Marka na Kurniku, a potem na BBO. Zawsze jego loginem był Viking 777.
Ostatnio bardzo rzadko gram w brydża internetowego, ale będzie mi przykro logować się na BBO, gdyż już nigdy nie zobaczę powitania Marka skierowanego do mnie:
-pacjencik?
Ja też już nigdy nie odpowiem:
-cześć jelonku.
Jan Sibilski
