Brydż w Dąbrówce

Jak to drzewiej bywało - prawdziwa - no może troszkę ubarwiona - historia pisana przez świadków wydarzeń

Na dobry początek

Chciałbym żebyśmy tutaj właśnie, "na wiecznej rzeczy pamiątkę" publikowali wspomienia z których powstanie - mam nadzieję - nieuporządkowana, aczkolwiek bardzo prawdziwa historia klubu i jego członków. W innych miejscach zadbamy o to, by pamięć o naszych przewagach nie poszła w zapomnienie! (To było bardzo górnolotne! Aż się wzruszyłem.)
Nie ma być smutno,ani też tylko wesoło, Nie jest to miejsce na pisanie nudnych laurek, albo też nikogo nie będziemy oceniać czy krytykować.
Opublikujemy, przeliczymy, przegryziemy, przetrawimy, i pokażemy całemu światu, że nasze zawołanie - "My som najlepsi" - znikąd się nie wzięło! Piszcie, wspominajcie, przysyłajcie.
Niech się dzieje!

Jak to się zaczęło? ( 6.01.2023 - JS.)

Październik 2002 – gimnazjaliści z jednej klasy Gimnazjum Dwujęycznego im. Dąbrówki – IGB - wybierają się ze mną na wyjazd integracyjny. Jakoś, tak troszkę przez przypadek zostaję wychowawcą klasy. Mimo, że zawsze chciałem mieć "swoją" klasę to "wadza" mnie nie przewidywała w tej roli.
Jak już mam nim być, to trzeba dzieci poznać. A gdzie będziełatwiejsze, niż na wspólnym wyjeździe? n Zawsze wybierłeam do takiego wzajemnego poznawania się, miejsca gdzie nie jest łatwo, gdzie uzestnicy muszą coś z siebie dać. Gdzie musisz sam zadbać o siebie, ale takze czsto współpracować z innymi.
Wybieram dobrze mi znane Bucharzewo. Ileż ja mam wspomnień z tym miejscem. Gdy pirwszy raz "przeczołgał" nas po Puszczy Noteckiej Pan Jurek Preisler ,tato naszgo kolegi z klasy Michala, byłem niewiele starszym od moich wychowanków (miałem piętnaście lat).Była to dla nas dobra szkoła życia. Kilkanaście kilometrów dziennie z plecakami po puszczańskich piachach, a wieczorem, wspólne gry, zabawy. Tak budowały się przyjaźnie, pozostawały wspomnienia. Stawalismy się z każdym wyjazdem zaradniejsi, operatywniejsi ale też bardzo zgrani jako klasa. A moje dzieci w większości wyglądały na raczej beztroskie. Wychuchane, wydmuchane, przyzwyczajone, że rodzina zajmie siękażdym problemem. Byłem ciekaw jak sobie dadzą radę w tych nietypowych dla nich warunkach. Moge powiedzieć, że myślałem, będzie gorzej, ale moi "milusuńscy" sprawdzili się bardzo dobrze.To zachęciło mnie do ukladania dalszych planów. Ale miało być o brydżu, a ja tutaj takie tam... W każdym razie zostałem przez młodzież przepytany na okoliczność moich zainteresowań i nieopatrznie stwierdziłem, że lubię grać w brydża. Większość w ogóle nie wiedziała co to za gra, ale po krótkich wyjaśnieniach umówiliśmy, że ich w szkole po lekcjach będę uczył. No i zaczęliśmy. Godzinka zajęć tygodniowo po sześciu albo siedmiu lekcjach szybko stała się sporym dla niektórych obciążeniem. Coraz częściej słyszałem usprawiedliwienia, że bardzo bym chciał (chciała), ale tak jakoś jutro jest klasówka z matematyki, albo akurat toto mnie prosił, umówiłam się z ...... Gdzieś, tak po pod koniec listopada wchodzę do sali, w której mieliśmy mieć zajęcia i cóż - jedna osoba - Danusia. Porażka. Tak umiera moja lnicjatywa. No cóż, chyba jestem jednak jestem cieniasem. Nie udało mi się zarazić moją pasją. Ale...
Myślę, że jeszcze raz spróbuję. Sierpień 2003 - w wakację letnie zabieram prawie całą klasę na dwutygodniowy obóz turystyczno- językowy do Niemiec, do Niedermühlen koło Kolonii. Uczymy się języka, poznajemy Westerwald, Kolonię, Bonn, ale zaczynamy powtórnie grać w brydża (pierwsze 16 rozdaniowe turnieje trwają 4 godziny). Tym razem pomysł chwyta. Wrzesień 2003–oficjalnie zawiązujemy koło brydżowe. Członkami są tylko uczniowie klasy IIGB - mojej klasy. Luty 2004 – wyjeżdżamy na pierwszy obóz do Szamotuł (klub powiększa się o kilku pierwszoklasistów). Grupa gimnazjalistów zawiązuje w miejsce kółka brydżowego Uczniowski Klub Brydża Dąbrówka. Najwięcej entuzjazumu okazuje Karol Król, który przy organizacji klubu dwoi się i troi. Zostaje też jego pierwszym prezesem. Luty 2004–zaczynamy grać w rozgrywkach ligi popularnej (początki są trudne, przeciwnicy leją nas do zera) W podstawowym składzie Danka Kazmucha, Ola Górska, Piotre Tuczyński, Piotrek Witaszek, Karol Król, Franek Korbański, Michał Wojciechowski, Jasiu Filipiak. Maj 2004-I Mistrzostwa Szkoły w brydżu sportowym – mistrzyniami Ola Górska – Danusia Kazmucha. Maj 2004–pierwszy udział w Mistrzostwach Młodzików PZBS w Szamotułach. Brak doświadczenia daje znać o sobie. Nasi najlepsi w drugiej dziesiątce. Lipiec 2004–wyjeżdżamy na tygodniowy obóz do Piłki (Piłka stała się dla członków, mimo spartańskich warunków miejscem „kultowym“). Listopad 2004–Mistrzostwa województwa młodzików w brydżu sportowym –w turnieju teamów pierwsze trzy miejsca zajmują drużyny Dąbrówki. Wygrywają Danka Kazmucha, Ola Górska, Jasiu Filipiak i Michał Wojciechowski.
I tak minął pierwszy rok działalności! Klub liczył na koniec 2004 roku 43 członków i kilku sympatyków, zapisanych do Polskiego Związku Brydża Sportowego, którzy uczestniczyli w zajęciach na terenie naszej szkoły.